poniedziałek, 5 stycznia 2015

Dlaczego warto jeździć w kasku?

To, że należy jeździć w kasku słyszał już każdy. Jednym się to podoba, innym nie. Ja zawsze jeździłem w kasku i teraz tego nie żałuję. Napiszę tutaj moją przygodę, która skończyła by się fatalnie gdyby nie kask.

Zawsze byłem w miarę rozsądny jako dziecko, więc problemów z założeniem na siebie ochrony nie było. Wiadomo- rodzice zawsze zakładali te niewygodne i często za duże kaski, ale robiłem to bez gadania. Kiedyś, jeszcze jako narciarz, byłem we Włoszech, chyba w Madonnie di Campiglio, i stałem obok akcji ratunkowej na stoku. Jako kilkulatek nie mogłem przejechać obojętnie obok lądującego właśnie śmigłowca. Z całej tej akcji najbardziej utkwił mi w głowie widok poszkodowanego. Był to deskarz, który jechał bez kasku i uderzył głową w skałę. Był cały zakrwawiony, oszołomiony i nie wyglądał jakby miał kiedykolwiek z tego wyjść. Pamiętam, że jego czaszka było w połowie pęknięta na tyle, że można było co nieco zobaczyć. Ten widok wywołał na mnie takie wrażenie, że utwierdziłem się w przekonaniu, że warto jest jeździć w kasku.
Ownfreeride Extreme Team, Hintertux 2014

Wiele lat później, już na desce, w Hintertuxie, jeździłem sobie ciągle poza szlakami tak, że pod koniec trasy musiałem wrócić pod stację wyciągu i przejechać obok słupa od gondoli, żeby nie musieć podchodzić. Za którymś razem już na dole, obok słupa, poczułem, że wjechałem na kamole, które były całkowicie niewidoczne pod śniegiem. Deska wydała z siebie niemiły dla ucha dźwięk a ja poleciałem do przodu "na szczupaka" zrobiłem fikołka i zatrzymałem się. Nieco oszołomiony wstałem i udając, że nic się nie stało(to miejsce było widoczne ze wszystkich restauracji, barów i innych takich koło kolejki) pojechałem pod wyciąg. Moja deska dostała rysę, około 13cm a jej tył rozwarstwił się i wygiął( jeżdżę na niej do dziś bo nie przeszkadza to w jeździe). Ja nie odniosłem żadnych obrażeń, więc mogłem śmigać dalej. Teraz przejeżdżałem tylko kilka metrów dalej od tego słupa.

Pod koniec dnia, podczas zmieniania ciuchów zobaczyłem, że na moim kasku jest spore pęknięcie. Szybko połączyłem fakty i wszystko było jasne. Po tym jak deska zaryła w skały ja poleciałem na nie z całą siłą na głowę. Gdyby nie mój kask to ludzie mieliby niezłe widowisko, a ja mógłbym skończyć jak deskarz z Włoch. Dlatego zawsze zakładam kask.
Pęknięty kask
Pęknięcie ma ok 10cm. Pęknięta jest zewnętrzna i wewnętrzna skorupa

2 komentarze:

  1. Ja w zeszłym roku przekonałem się, że bez kasku może być krucho. Co prawda na rowerze, nie na desce. Kask zawsze zakładałem na długie, podmiejskie trasy, ale na miasto nigdy go nie zakładałem.

    A to w sumie zabawne, bo w mieście jest większe ryzyko zrobienia sobie kuku. I miałem takiego pecha, że przewróciłem się, bo sczepiłem się z moim kuzynem, który jechał obok mnie. Jemu na całe szczęście nic się nie stało, za to ja połamałem sobie kości czaszki.

    Na początku wyglądało to groźnie (tak słyszałem, ja byłem nieprzytomny), ale na całe szczęście dość szybko się z tego wylizałem i mogę pisać to co piszę teraz :) W każdym razie od tej pory jeżdżę w kasku, nie chciałbym przypadkiem przywalić w to miejsce, gdzie wcześniej oberwałem.

    Nikogo do kasku nie namawiam, ale mimo wszystko trzeba pamiętać, że głupie wypadki się zdarzają i potem można gorzko żałować, że jednak nie założyło się orzeszka na głowę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jazda po mieście na rowerze bywa niebezpieczna. Sam też się kiedyś sczepiłem z kumplem ale nic nam się nie stało. Mimo to nie zawsze zakładam kask do jazdy po mieście, co innego jeżeli chodzi o zjazdy :)

      Usuń

Zapoznaj się z moimi zasadami komentowania.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...