piątek, 20 lutego 2015

Jak (nie)zgubić kamery?

W końcu znalazłem chwilę czasu, żeby opisać moją nieprzyjemną przygodę z ostatniego wyjazdu, którą przeżyłem pewnego, pięknego, białego dnia. Biały dzień oznacza doskonałą widoczność, świeży, dziewiczy i głęboki śnieg.

Zamontowałem kamerę na kija i pojechałem poza trasę.Śnieg był wspaniały, byłem sam, bo wjechałem pierwszym wjazdem na górę, kiedy nie ma jeszcze nikogo oprócz obsługi wyciągu. Po wyznaczeniu pierwszej linii, jechałem już na pełnej prędkości. Za drugim, czy trzecim, zjazdem zaliczyłem glebę. Odcinek był bardzo stromy, więc przekoziołkowałem dobrych parę metrów. W momencie drugiego uderzenia o śnieg, (było ich kilka)poczułem, że kamera wraz z kijem zsunęła mi się z ręki. Po wszystkim odpiąłem deskę i zacząłem podchodzić w górę.Po śladach na śniegu domyślałem się, gdzie może być kamera, ale w głębokim śniegu ciężko jest cokolwiek znaleźć. Rok wcześniej w podobnych okolicznościach zgubiłem odtwarzacz mp3. Będąc na górze, szukałem jakichś śladów na śniegu, które mogłaby zostawić kamera przymocowana do kija, ale niczego nie było widać. Zacząłem chodzić góra-dół i przekopywać deską śnieg. W międzyczasie zauważyłem, że mój pilot do kamery ciągle ją wykrywa, co oznaczało, że kamera jest gdzieś w promieniu 10m. Próbowałem wyłączyć nagrywanie, żeby moja zguba wydała z siebie jakiś dźwięk- nic z tego. Po pewnym czasie na trasie zaczęli pojawiać się ludzie(którzy ledwo potrafili ustać na nartach, co dopiero poza trasą w puchu) i jeździć w pobliżu miejsca wypadku. Pomyślałem, że już nigdy jej nie znajdę, bo za każdym razem gdy ktoś przejechał, kamera mogła zmienić swoje położenie. W pewnym momencie trasa była już rozjeżdżona, więc nawet nie pamiętałem, w którym miejscu dokładnie straciłem kamerę. Postanowiłem, że zjadę na dół, potem w górę i znowu w dół, żeby przejechać pługiem cały ten odcinek w nadziei na kontakt z kamerą. Zapiąłem dechę, i już chciałem jechać, ale zobaczyłem, świecącą na czerwono, lampkę pilota. Co oznaczało, że kamera nadal jest w pobliżu. Zrezygnowany(nie sądziłem, że cokolwiek to da) nacisnąłem przycisk na pilocie i usłyszałem ledwie słyszalny dźwięk kamerki. Zszokowany włączyłem jeszcze raz nagrywanie, nadstawiłem uszu, i znowu wyłączyłem. Ponownie piknęło obok mnie.  Zrobiłem tak jeszcze trzy razy, za każdym razem zbliżając się trochę do kamery.  Włożyłem rękę w śnieg i za pierwszym razem natknąłem się na zgubę. Kamera była jakieś 20 cm pod pokrywą śniegu. Nie pamiętam kiedy ostatnio, byłem tak szczęśliwy jak wtedy. Znalazłem moją ukochaną kamerę, dzięki pilotowi i odgłosom wydawanym przez nią samą. Od razu ustawiłem głośność kamery na maksa, kij mocniej ścisnąłem na ręcę i pojechałem dalej.

W domu, po obejrzeniu materiału, okazało się, że cały ten film trwał 18 minut. Nagrałem 4 filmy "lokalizujące" kamerę. Niestety cały materiał z wyjazdu utraciłem... Zdążyłem jedynie nagrać krótki film z wyjazdu, na którym tę glebę widać. Jest ona na samym końcu filmiku.


Jaki z tego morał? Zawsze ustawiajcie maksymalną głośność Waszych urządzeń- kiedy idziecie w puch.

Nigdy wcześniej 18 minut nie trwało tak długo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapoznaj się z moimi zasadami komentowania.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...